Być e-tancerzem…

Jak zaczynałem tańczyć salsę były telefony i maile, za pomocą których ludzie umawiali sie i brykali w małych klubach, salach ćwiczeń.. Od tego czasu (7 lat) w sieci zaroiło sie od materiałów wideo, nagrań komórką, sprzedaży płyt DVD etc. Digitalizacja tańca stała się faktem (ja też umieszczam na YT materiały z zajęć, ale ich cel jest raczej przypominająco utrwalający). Pojawiły się nawet wirtualne szkoły tańca, oferujące płatne nagrania wideo z materiałami z zajęć, omówieniem figur itd. Co o tym sądzicie? Czy taki rodzaj przekazywania wiedzy podoba się wam? Skorzystalibyście z tego?

2 People have left comments on this post



» Kaczor said: { stycznia 21, 2010 - 02:01:57 }

Sama chętnie dowiem się coś na ten temat?
Osobiście uważam, że aby się zasczepić to trzeba tego dotknąć, mieć bezpośredni kontakt którego żadne filmy nie zatąpią. potem jak już coś się luźnie, coś nauczy to człwoeik szuka wszytskiego co może mu pomóc się rozwinąć. Nigdy jednak bezpośredni kontakt z Instruktorem, możliwość zadania mu pytania nie da nam gwarancji, że to co robimy jest w praktyce OK. Zastanowię się jeszcze nad tym :)

» Monia said: { stycznia 22, 2010 - 01:01:40 }

Kręcą mnie nowoczesne technologie, gadżety, lubię ułatwiać sobie życie. Jednak e-taniec? Nie, nie, i jeszcze raz, nie. I to nie tylko z uwagi na brak możliwości otrzymania efektywnego feedbacku od instruktora (w końcu ostatecznie można się nagrać i przesłać nagranie e-mentorowi ;) celem weryfikacji). Dla mnie istotą tańca, szczególnie tańca w parach, jest osobista interakcja z innymi uczestnikami (partnerami, grupą, instruktorem). E-TANIEC jest jak WIRTUALNY SEKS. Można, tylko po co?

Sorry, comments for this entry are closed at this time.