Reminescencje wakacyjne
Jak może wiecie w zeszłym tygodniu wakacjowałem na hiszpańskim wybrzeżu. Mam po tym pobycie w Calelli kilka spostrzeżeń, którymi chcę się z Wami podzielić.
- Czy można zgubić telefon między wejściem a wyjściem z samolotu? Można. Jaka szansa, że miał w tym udział jakiś polski burak wakacjonista? Duża.
- Bilet do Sagrada Familia za 11 euro tylko po to, by obejrzeć kilku robotników w czasie przerwy obiadowej pod rusztowaniem w tzw, powtarzam tzw. nawie głównej – to duża przesada. Ale te samo 11 euro za Sagradę i uchronienie się przed jedną z największych ulew w ostatnim czasie w Barcelonie to już oferta specjalna.
- W chwili, gdy pracujący w hotelu jako kelner jegomość z Senegalu odpowiedział Rosjance na pytanie o proweniencję jednej z potraw – “swinia”, uświadomiłem sobie, że świat jest mały a polski faktycznie nie jest językiem oficjalnym ONZ.
- Czy w Hiszpanii tańczy się salsę? Zapewne tak. Czy ktoś tańczy ją w Calelii? Tak. Radek i Agnieszka. W klubie o dumnej nazwie “La Havana”, gdzie na nasz widok grający w rzutki dwaj panowie nawet zaczęli bić brawo
Niedługo wrzucę parę fotek i jeszcze jakiś komentarzyk dorzucę
tymczasem adios amigos, idę spać. R

Sorry, comments for this entry are closed at this time.