tańce z innej ziemi…
Wiecie, że jakimś wybitnym specjalistą od tańca nie jestem. Ale przeglądam różne serwisy, czytam, oglądam filmy. Ostatnio trafiłem na dwie bardzo intrygujące formy tańca, obie związane z zachodnią hemisferą.
- Pierwszy z nich to clowning, o którym dowiedziałem się z artykułu w „Rzepie”. Zamiast pistoletu w ręce, przebranie clowna, zamiast samochodu sprzęt grający, zamiast odgłosu lecących kul hiphopowa muzyka. Jak sami mówią, to swoisty getto-balet wymyślony w latach 90-tych przez byłego diler, który chciał tańcem uchronić młodych ludzi od ćpania. Dużo ekspresji, nieskoordynowanych ruchów, póz, zaczepności. To jakby krzyk młodego pokolenia wyrażany tańcem.
- Daggering to druga forma tańca, która przyszła do mnie sama linkiem od znajomych. Ten jamajski taniec to, z mojej perspektywy, wyzwolona i zwierzęca forma kopulacji na parkiecie, bez żadnych zahamowań. Muzycznie to klimaty densholowe, tanecznie … nie do porównania z niczym, no może animowaną wersją kamasutry. Zupełnie nie moja stylistyka. Ale swoich fanów ma w różnych częściach świata, w Polsce także.
Linków nie zamieszczam by jednych nie zgorszyć z drugich nie zachęcać
Google i tak prawdę wam powie. A swoją drogą na jakie niespotykane formy tańca ostatnio trafiliście? Chętnie się nowych rzeczy dowiem. R.

Sorry, comments for this entry are closed at this time.